Dawno już nie pisałem nic o sukcesie. Nie zdradzałem też żadnych szczególnych sekretów. Tym, którzy do lektury bloga dołączyli niedawno przypominam, że całe zamieszanie z “Sekretami Sukcesu” zaczęło się w ten sposób.

Dziś, kontynuując zapomniany wątek napiszę słów kilka o pomyśle.  Czym jest pomysł, dlaczego jest tak ważny oraz dla czego wcale nie jest najważniejszy?

Najpierw jednak powrócę do tego, co o tym wszystkim ma do powiedzenia nikt inny jak Richard St. John. Daje on nam następujące, proste rady związane z tym, jak być dobrym pomysłodawcą i generować pomysły:

  • Słuchaj – jeśli chcesz coś usłyszeć, musisz przestać mówić. Chociaż na moment zamilknij.
  • Obserwuj – patrz na świat uważnie, czerp inspirację i wyciągaj wnioski.
  • Bądź ciekaw – jeśli chcesz coś wiedzieć nie bój się zadawać głupich pytań
  • Zadawaj pytania – jeśli chcesz znaleźć dobrą odpowiedź najpierw musisz zadać pytanie
  • Rozwiązuj problemy – skup się na szukaniu rozwiązań, a nie wyszukiwaniu problemów
  • Łącz się – zamiast siedzieć w zamknięciu nawiązuj kontakty, twórz nowe interakcje, zaskakuj, prowokuj

Teraz, kiedy już wypunktowałem to co miałem wypunktować pozostała mi bardziej osobista refleksja na temat pomysłów i ogólnie na temat bycia osobą kreatywną.

Sam uznaję siebie za takiego gościa – z czym jak z czym, ale z tworzeniem pomysłów nie mam żadnych problemów. Jestem bliski tego, żeby sypać nimi jak z rękawa. Nie ma w tym cienia przesady.

Warto tylko sobie zadać pytanie: “I co z tego ?”

Jeśli i ty uważasz się za kreatywną osobę to dobrze. Jeśli naprawdę jesteś taką osobą – to jeszcze lepiej. Rzecz jednak w tym, że sama kreatywność naprawdę niewiele znaczy. Po pierwsze – nie tylko ty i ja jesteśmy kreatywni. Na dobrą sprawę każdy jest na swój sposób kreatywny. Rozumiem przez to, że każdy z nas tworzy pomysły, każdy ma swoje plany i każdy tworzy jakieś obrazy w swoim mózgu. Czym jest to wszystko, co widzimy podczas snu, jeśli nie wielkim pokazem mocy naszej kreatywności ? Czasem, gdy budzę się rano nie mogę przestać się dziwić, skąd mi się wzięły te wszystkie fantastyczne obrazy i historie o których śniłem, takie przecież realne. A przecież każdy tak ma – nie tylko osoby “mega kreatywne”.

Z tego co napisałem powyżej wynika “po drugie”. Jeśli wszyscy tworzymy niesamowite obrazy senne, to wszyscy mamy potencjał. Jeśli mamy potencjał, to wszyscy możemy go wykorzystać. Jeśli ja jestem kreatywny, ale ty już nie jesteś kreatywny, to jest tak tylko dlatego, bo mamy pewien sposób myślenia o sobie. Nie jest to oczywiście jedyną przyczyną, ale właśnie to jak o sobie myślimy jest początkiem.

Takim samym początkiem jest też pomysł. Pomysł jest tą myślą, od której wszystko się dopiero zaczyna. Dlatego też sam pomysł – nie ma wielkiej wartości. Można być kreatywnym i tworzyć nawet po 10 pomysłów dziennie, ale to nic nie zmieni. Pomysł jest od tego, żeby go wcielić w życie. Sam pomysł nie znaczy nic, jeśli nie zostanie zamieniony w działanie – odpowiednie działanie. Dlatego dużo cenniejsze jest to, żeby być dobrym działaczem niż pomysłodawcą. I to jest “po trzecie”.

Co jest bardziej, a co mniej ważne ? Którą ścieżkę wybrać ? Lepsze jest “A” czy “B” ? Na czym mam się skupić ?

Decyzje nas otaczają i wciąż musimy podejmować je na nowo. Dzięki temu, że nauczymy się dobrze decydować skupimy się wreszcie na tym, co jest ważne. Na tym co daje najlepsze efekty.  Tylko co w ogóle oznacza “dobra decyzja” ?

Jeszcze do niedawna nie umiałem sobie odpowiedzieć na to pytanie. Tak jak większości z nas wydawało mi się, że o tym czy decyzja była dobra czy zła – przekonać się możemy dopiero po fakcie i że jest to ode mnie jakby niezależne. Ciągle będę odwoływał się do mojej decyzji o rezygnacji ze studiów. W tym przypadku o tym czy była ona dobra czy zła – mógłbym przekonać się prawdopodobnie dopiero za kilka lat. Tymczasem nie do końca działa to w ten sposób…

Oto co tak naprawdę oznacza dobra decyzja:

1. Podjęta po namyśle

Najpierw musisz rozważyć najważniejsze “za” i “przeciw”. Jeśli nie jesteś pewny – zapytaj kogoś o zdanie. Na dobrą sprawę nawet jak nie masz wątpliwości, mała konsultacja i tak będzie bardzo pomocna. Staraj się popatrzeć na problem z maksymalnie wielu stron. Staraj się być jak najbardziej obiektywny. Jeśli masz z tym problemy, tym bardziej powinieneś z kimś porozmawiać.

Nie oznacza to, że ktoś inny ma podjąć decyzję za ciebie. Chodzi tylko o wysłuchanie tych argumentów, które teraz może i są oczywiste, ale nigdy sam byś na nie nie wpadł.

Jeśli chcesz łatwiej podejmować decyzje, pomoże ci w tym określony plan. Jeśli wiesz dokąd zmierzasz i co chcesz osiągnąć – łatwo określisz czy dana rzecz zbliży cię do osiągnięcia swojego celu czy też odwrotnie. Jeśli na przykład twoim celem jest wyjazd wakacyjny to łatwiej będzie ci zdecydować co zrobić z niespodziewanymi pieniędzmi – zafundować sobie nowy telewizor czy zaoszczędzić na wycieczkę do Egiptu.

Zapamiętaj to zdanie: robienie rzeczy właściwych jest dużo ważniejsze niż robienie rzeczy właściwie. Jeśli będziesz niesamowicie efektywny, ale będziesz robił nieodpowiednie rzeczy – nie osiągniesz niczego. Nie zrealizujesz swoich celów. Po prostu stracisz czas. Co z tego, że będziesz dobrze pracował, skoro ta praca nic nie da ?

Co innego kiedy będziesz działał źle, ale obierzesz odpowiedni cel. Wtedy powoli, małymi a czasem malutkimi kroczkami, ale wdrapiesz się na sam szczyt. Po drodze popełnisz masę błędów, ale im więcej ich będzie tym łatwiej będzie ci się wspinać.

2. Szybka

To co napisałem u góry nie znaczy, że na analizowanie różnych wariantów powinniśmy przeznaczać dużo czasu. Jest całkiem inaczej – w procesie decydowania wcale nie to jest najważniejsze. Decyzje zawsze powinniśmy podejmować szybko. Jak najszybciej. Bardzo często kiedy zdamy się na intuicję będzie to bardziej skuteczne niż chłodne analizowanie i rozważanie.

Pisałem, że ważne jest robienie rzeczy właściwych – to prawda. Teraz jednak dopowiem coś jeszcze – tych rzeczy właściwych jest naprawdę wiele. Jest na tyle dużo różnych możliwości, że trzeba wiedzieć kiedy skończyć rozważania i w końcu coś wybrać. Jeśli nie możemy dokonać tego wyboru – wybierzmy cokolwiek. Gwarantuję, że to “cokolwiek” zawsze jest lepsze od braku decyzji.

W dzisiejszych czasach tak się dziwnie dzieje, że czasu mamy coraz mniej. Coraz więcej udogodnień, coraz wyższy poziom życia, ale zegarki tylko nam przyspieszają. W związku z tym i na podejmowanie decyzji czas też mamy dość mocno ograniczony.

3. Podparta konkretnymi działaniami

Jeśli już coś postanowisz, trzymaj się tego mocno. Masz być uparty. Jak już podejmiesz decyzję – nie zmieniaj jej dopóki nie wydarzy się nic istotnego, co mogłoby na nią wpłynąć. Nawet się nad nią nie zastanawiaj. Po prostu działaj według tego co raz postanowiłeś.

To, że wybierzemy dobrą drogę nie oznacza automatycznie, że nasza decyzja też jest dobra. Ostatecznie bardzo wiele dróg możemy uznać za odpowiednie. Decyzje nie są dobre lub złe kiedy je podejmujemy. Decyzja wtedy jest dobra, gdy pójdą za nią realne działania. Wtedy jest zła, gdy pozostawimy ją samej sobie.

Jest wielu ludzi, którzy podejmują decyzje nie tak jak trzeba. Zamiast działać – zwlekają, analizują, podważają to co przed chwilą postanowili. Są zmienni. Tak się na pewno nie podejmuje dobrych decyzji.

Nie lubię opowiadać o swoich planach. W styczniu działo się dużo. Na nudę nie mogłem narzekać. Nie podobało mi się tylko jedno. Gdy spojrzałem dziś na mój styczniowy plan okazało się, że większość z celów tam zawartych niestety, ale wypełniłem nie w stu procentach. Co prawda we wszystkim, w każdym większym i mniejszym projekcie czy działaniu ruszyłem do przodu, ale w żadnym z nich na tyle, żebym mógł powiedzieć “w końcu to skończyłem”.

Nie lubię tego uczucia. Nie cierpię, kiedy zapisuję cel i określam dokładny termin ukończenia, a gdy przychodzi czas na pokazanie efektów, nie mam co pokazać. Muszę wtedy cel przepisać na następny okres i pracować nad nim dalej. Obiecuję, że już niedługo przestanę ciągle mówić ogólnikami i w końcu pokażę efekty.

Stycznia nie mogę uznać za miesiąc nieudany. Tak jak pisałem wcześniej – z pewnymi sprawami ruszyłem do przodu i to jest duży plus. Najbardziej zaś ruszyłem w ostatnim tygodniu. Dopiero wtedy uprzytomniłem sobie, że to koniec miesiąca i wziąłem się za coś co odkładałem tak długi czas. Jestem pewny, że już niebawem dowiecie się czym to “coś” jest.

Na pewno wiele przez ten miesiąc zrozumiałem, wiele się nauczyłem. Głównie o sobie samym, ale nie tylko. Wiem, że przede mną dużo pracy, ale wcale mnie to nie zniechęca. Miałem niedawno pewną interesującą rozmowę, podczas której zostałem mówiąc prosto “zjechany”. Usłyszałem mocną krytykę i mnie samego i mojego pomysłu i mojej decyzji (tej o rzuceniu studiów). Co jest ciekawe i co mnie samego zaskoczyło to moja reakcja. Ja wcale nie poczułem się źle. Nie poczułem się zraniony czy w jakiś sposób dotknięty. Nie byłem wcale przybity, wręcz przeciwnie. Po tej rozmowie czułem się jeszcze mocniejszy i jeszcze bardziej zdeterminowany niż przed. Bardzo mi się to uczucie spodobało :) . Jestem pewny, że kilka miesięcy temu nie zareagowałbym w ten sposób. W jakimś sensie jestem teraz innym człowiekiem. Nie całkiem innym, ale zmiany są zauważalne, nawet jeśli nie widać ich tak bardzo na zewnątrz.

Nie chciałem się tym razem specjalnie rozpisywać, bo mam inny pomysł. Wiem, że tego bloga czyta pewna grupa ludzi. Dzięki wam za to i chociaż większości z was nie znam, to czuję na sobie wasze spojrzenia. To mnie niesamowicie motywuje!

Pomyślałem jednak, że może dobrze byłoby, gdybyście się ujawnili.

1. Może macie do mnie jakieś pytania ?  Czemu mam pisać o tym co mi do głowy wpadnie, skoro mogę napisać konkretnie o tym co was interesuje.

2. Może nie tylko ja, ale i wy będziecie opisywać swoją drogę ? Oczywiście nie drogę do miliona, ale taką bardziej “przyziemną”. Jak wam minął styczeń ? Co dobrego się przydarzyło, a co można jeszcze poprawić ? Jakie  macie plany na następny miesiąc ?

—-

Na koniec, zanim zaczniemy pracowity tydzień, trochę muzyki:

Długo zapowiadana, od dawna oczekiwana, już prawie zapomniana - część druga. Kto nie widział pierwszej – odnajdzie ją tutaj. Tak jak poprzednio – znów będzie mowa o przekonywaniu. Kontynuujmy więc wyliczankę:

4. Wzbudź chęć, pokazując korzyści

Na dobrą sprawę, cała istota przekonywania może być zawarta w tym jednym zaleceniu – pokazaniu drugiej stronie korzyści. Potrzebne będzie tutaj troszkę empatii. Pomyślcie, jak często na pytanie o przyczynę dla której mamy coś zrobić słyszymy: ” bardzo mi na tym zależy “, ” bardzo pomożesz mi w ten sposób “, albo w tym gorszym wariancie “ bo tak chcę “. Zero fantazji, zero polotu, zero wyczucia !

A wystarczyło wymienić jedną korzyść. Rzecz w tym, żeby przekonując nie mówić o sobie. Nigdy przenigdy nie mówić o sobie! Co mnie obchodzi, że ci w ten sposób pomogę ? Ja chcę wiedzieć, w jaki sposób to pomoże mi, jaką ja będę miał z tego korzyść. Na dobrą sprawę nie mamy możliwości, żeby przekonać innych do czegokolwiek. Jedyne co możemy to WZBUDZIĆ CHĘĆ. A zrobimy to tylko pokazując komuś CO ON SAM MOŻE ZYSKAĆ.

5. Bądź entuzjastyczny.

Entuzjazm jako taki jest nieco przereklamowany, chociaż wciąż ważny. Spośród wielu cech/kompetencji entuzjazm jest prawie niewyuczalny. Innymi słowy – jest dany z góry – albo go mamy, albo nie mamy. Nie da się go “wypracować”. Ten wypracowany w pocie czoła jest zwyczajnie sztuczny. Można tak robić, ale na dobrą sprawę trudno takim sztucznym entuzjazmem kogoś zarazić. A o to właśnie chodzi – jeśli uda się zarazić, jeśli ta druga strona poczuje naszą energię, to “już ją mamy”. To zjawisko wcale nie takie rzadkie. Dlaczego panie z teleturniejów typu “zadzwoń do nas-odgadnij słowo-damy ci  pięć stów” są ciągle uśmiechnięte, pełne energii, żywe, nie zamykają się ani na chwilę, jednym słowem – są przepełnione entuzjazmem ? Właśnie dlatego, żeby zachęcić nas, naiwnych, do wydzwaniania. No dobrze, może nie każdemu się zdarzyło, ale mi owszem – i biję się w piersi, bo przetraciłem na takiej usłudze całe pięć złotych. W każdym razie – brawa dla tej pani. Chociaż jej entuzjazm udawany, przekonała mnie skutecznie :)

6. Okazuj współczucie i zrozumienie.

Żeby kogoś przekonać – musimy pokazać, że gramy w tej samej drużynie. Powiem więcej – nie tylko mamy pokazać, ale faktycznie mamy grać w tej samej drużynie. Jeśli będę chciał przekonać kogoś, żeby skoczył w ogień, to co mogę usłyszeć ? “Słuchaj stary, bardzo cię lubię, ale sam wiesz – mam żonę, dzieci, dobrą pracę. Nie chcę teraz skończyć w ogniu…”. Ja na to ” oczywiście, dobrze cię rozumiem. Jestem z tobą, wiesz o tym. Współuczuję ci, że musisz to zrobić. Zaopiekuję się twoją żoną i dziećmi, ale teraz już… SKACZ! “. Idiotyczny i przesadzony przykład… ale zasadę mam nadzieję podłapaliście. Jeśli chcemy kogoś przekonać – musimy autentycznie wczuć się w jego sytuację, zbadać co go powstrzymuje. Musimy usiąść i o tym porozmawiać. Musimy tą drugą stronę zrozumieć. Gramy w tej samej drużynie.

7. Bądź ludzki

Co znaczy “ludzki” ? Akurat dziś są to cztery składniki:

- Do rozmówcy i do jego poglądów odnosimy się z szacunkiem. Chociaż możemy się z nim nie zgadzać, chociaż to co robi może być dla nas idiotyzmem, to i tak go szanujemy. Pamiętajmy, że jeśli my nie będziemy szanować innych, to inni nie będą szanować nas.

- Zachowujemy się taktownie. Uczymy się nowych zwrotów: ”proszę”, “dziękuję”, “przepraszam”, “czy mógłbyś”, “co sądzisz o… ?”, “jakie jest twoje zdanie w tej sprawie?”.

- Odnosimy się z przyjaźnią. Jeśli będziesz traktował drugą stronę jako wroga – sam będziesz dla niej wrogiem. Jeśli będziesz mówił jak do przyjaciela – sam staniesz się przyjacielem.

- Rozmawiamy. Po prostu rozmawiamy. Nie szukamy zaczepki, nie szukamy pretekstów, nie szukamy różnic i podziałów. Za wszelką cenę unikamy kłótni i postawienia spraw na ostrzu noża. Pamiętasz może, kiedy ostatnio ktoś przekonał cię podczas kłótni ? No właśnie…

Na koniec chcę podzielić się z wami kilkoma pytaniami na które szukam odpowiedzi - Gdzie przebiega granica między przekonywaniem a manipulowaniem ? Czy w ogóle taka granica istnieje ? Czy jest coś takiego jak dobra i zła manipulacja ? Czy samo przekonywanie jest dobre albo złe ?

Autorzy manifestu to Bre Pettis i Kio Stark. Tekst jest na tyle ważny, że za konieczne uznałem podzielić się nim z innymi. Z angielskiego przetłumaczyłem na tyle na ile pozwalają mi moje umiejętności. Gdybym tylko się zawziął, przetłumaczyłbym i całość. Dlaczego tego nie zrobiłem ? Kto manifest przeczyta, łatwo znajdzie odpowiedź na to pytanie. Jeśli ktoś ma pomysły jak sensownie przetłumaczyć puste punkty – piszcie w komentarzach. Polski tytuł też się przyda. Najpierw moja beta-wersja, potem wersja angielska.

Manifest

1. Istnieją tylko trzy stany działania –  niewiedzy, podjęcia akcji i zakończenia.

2. Akceptuj, że wszystko jest w zarysie. Pomaga to podjąć działanie.

3. Nie ma etapu edycji.

4. Udawanie, że wiesz co robisz jest prawie takie samo jakbyś to wiedział, tak więc nawet jeśli nie wiesz co robisz, przyjmij, że wiesz i zrób to.

5. Pozbądź się zwlekania. Jeśli czekasz dłużej niż tydzień, aby zrealizować pomysł – porzuć go.

6. Ukończenie to nie wykonanie dokładnie do końca, ale zaczęcie robienia rzeczy następnej.

7. Jak tylko skończysz, robotę możesz ją wyrzucić.

8. Śmiej się z doskonałości. Ona jest nudna i powstrzymuje cię działania.

9 Mylą się ci, którzy mają czyste ręce. Rację mają ci, którzy coś robią

10. Błędy są częścią działania. Popełniaj błędy.

11. Demolka też jest rodzajem działania.

12. Opublikowanie swojego pomysłu w Internecie jest tylko cieniem działania.

13. ?

edit: Dzięki Testeq manifest jest już prawie skończony. Jeśli macie swoje propozycje – piszcie śmiało.

Moje studiowanie odbyło się można powiedzieć w tempie błyskawicznym. Mniej – więcej w takim:

Dopiero co zacząłem, a już postanowiłem przygodę uniwersytecką zakończyć. Niektórych tą decyzją zszokowałem, innych zatrwożyłem, a wszyscy wydawali się co najmniej zdziwieni. Wynika to z tego, że decyzję konsultowałem z niewieloma osobami. Żeby uściślić – konsultowałem ze sobą, innym najwyżej komunikowałem.

Czemu taka decyzja ?

Jest wiele powodów. Nie ma sensu, żebym je wymieniał po kolei. Najprościej byłoby powiedzieć “bo tak chciałem”. Ostatecznie właśnie na tym to polegało – tak chciałem zrobić i tak zrobiłem. To, że jeszcze we wrześniu chciałem czego innego – mianowicie studiowania 3 albo 5-letniego to już inna sprawa. Niektórzy twierdzą, że jeszcze wrócę na uczelnię, że jeszcze mi się odmieni. Sądzą tak, a może tylko mają taką nadzieję ?

Ale dobrze, jakieś powody przyda się wymienić, w końcu jest to decyzja dość ważna. A więc:

  • To, co powtarzałem wielu osobom, gdy pytały się “Ale dlaczego ?”. Studia – powiem wprost – nie spełniły moich oczekiwań. Być może za dużo oczekiwałem… Głównie chodzi o to, że strasznie było dużo teorii. Definicje, schematy, ujęcia takie lub inne. Może nie jest to złe, bo podstawy teoretyczne to rzecz ważna, ale jako student zarządzania oczekiwałem czegoś bardziej praktycznego, chciałem nauczyć się biznesu.
  • Następna rzecz – uczyłem się nie tego, czego chciałem się uczyć. W szkole podstawowej czy gimnazjum mogę zrozumieć, nie każdy ( a może nikt?) wie czego chce od życia tak więc uczymy się wszystkiego. W tak młodym wieku szerokie podstawy można uznać za zrozumiałe. W liceum był już jakiś wybór, ale tylko na papierze. Trudno było doszukiwać się szczególnych różnic między klasami. Na studiach… no cóż. Trochę się zawiodłem. Przedmioty, których miałem się uczyć nie do końca mi odpowidały. Zachowuję się w tym momencie jak francuski piesek, ale co ja poradzę – takie właśnie mam odczucia.
  • Teraz gdy patrzę na to z małej perspektywy, to widzę, że bardzo nie podobało mi się to, że znów mam grafik. Znów muszę robić nie to co chcę robić, ale to co trzeba robić. I znów szczekam jak francuski piesek :) Każdy z nas pewnie po części robi rzeczy, których nie chce robić. Ja jednak powiedziałem “koniec”. Musiałem to zrobić teraz  - zbliżała się sesja, a jeśli chciałem wziąć się na serio za studiowanie, to nic innego sensownego nie mógłbym w tym czasie robić. Nic poza nauką oczywiście. A może się mylę ?

Zanim przejdę do “koronnego” argumentu powiem też dlaczego warto studiować. Może nie wymienię wszystkich “za”, bo trudno to zawrzeć w kilku zdaniach, ale pokażę trzy sprawy, które dały mi dość mocno do myślenia :

  1. Studia to ludzie. Wiele osób mówi, że właśnie studia są tym czasem, kiedy nawiązujemy najwięcej znajomości, poznajemy nowe  osoby – podobne do nas lub całkiem inne. Czasem słyszy się nawet, że studia to najlepszy czas, a więc czy sensowne jest z tego czasu dobrowolnie rezygnować ?
  2. Początki są nudne, ale potem jest już ciekawiej. Chodzi o to, że te przedmioty, zajęcia, wykłady, które ma każdy na początku są dość ogólne. Można powiedzieć: “jak wykład jest dla każdego, to naprawdę jest dla nikogo”. W założeniu im dalej się zagłębiamy, tym dokładniej określamy swój osobisty program edukacji. Przez to jest ona atrakcyjniejsza
  3. Same studia to nauka życia. Nie tyle wykłady, co samo studiowanie. Nauka negocjacji u pań w dziekanacie, działanie pod presją terminów, poprawa komunikowania się – z powodu rozmów z innymi studentami czy też wygłaszania prezentacji. Te i wiele innych nowych umiejętności/kompetencji nabędziemy przez sam fakt bycia studentem.

Na pewno znajdzie się i więcej plusów studiowania. Choćby taki, że dzięki ich ukończeniu dużo łatwiej o pracę ? A może to, że studiując zdobywamy jakąś wiedzę ? Tak myślę, że ten argument powinien być na samym początku listy, nie na jej końcu :)

Skoro jest tak różowo, to dlaczego zdecydowałem się zrezygnować ?

Z bardzo prostej przyczyny. Jestem przekonany i wierzę w to, że to co oferują mi studia mogę osiągnąć innymi środkami. Co najważniejsze – mogę to zrobić lepiej, szybciej i z większą przyjemnością. Tak to widzę dziś.

Wiem doskonale, że widzę inaczej niż duża część społeczeństwa. I bardzo dobrze. To, że ja tak myślę w sprawie studiów nie znaczy, że myślę dobrze. Nie znaczy to też, że myślę źle. Znaczy to tylko tyle, że zrobiłem to co chciałem zrobić, a czy była to dobra decyzja – czas pokaże. Każdy sam musi sobie rozpisać swoje “za” i “przeciw”.

Idiotyzmem byłoby, gdybym powiedział “studia są złe, rezygnujcie ze studiów”. Po pierwsze – nie wiem co jest dla was dobre, a co złe. Po drugie – i tak byście się nie posłuchali :)

Zgodnie z zapowiedzią dziś zajmiemy się tym w jaki sposób zaplanować nowy rok. Podkreślam - zaplanować. Same “noworoczne postanowienia” chyba nam nie wystarczą ?

Planowanie…

Najpierw zdecyduj czego chcesz. Jest to kluczowa część jeśli chodzi o planowanie. Można powiedzieć, że reszta to tylko dodatki a samo planowanie to właśnie wybór tego co chcemy robić, co chcemy osiągnąć.  Ja byłem w tej komfortowej sytuacji, że planuję dużo i często, tak więc ustalenie celów na przyszły rok przyszło mi z łatwością. W jakimś sensie miałem je w głowie już wcześniej, pozostało tylko je przelać na papier. Ktoś kto “żyje z dnia na dzień” (czytaj – nie zastanawia się nad tym co robi i dlaczego to robi) może mieć problemy z wypisaniem swoich celów, ale i na to znajdzie się recepta.

Koniecznie trzeba zorganizować sobie “małe posiedzenie”. Żeby nie skończyło się tylko na siedzeniu, trzeba się czymś zająć. Naszym celem na początku będzie wypisanie jak największej ilości celów, planów, zamierzeń.

Żeby trochę wspomóc myślenie warto zadawać sobie pytania. Im więcej i im bardziej pobudzające tym lepiej. W naszym przypadku możemy pytać się np ” jak chcę spędzić 2010 rok ? “, ” czego chcę się nauczyć ? ” , ” gdzie chcę wyjechać ? ” , ” kogo nowego chcę poznać ? “. Pytań które możemy sobie zadać jest tak wiele, że nie powinno być z nimi problemu.

Przy wypisywaniu można albo skupić się na czymś nowym, albo na kontynuacji tego co robimy teraz. Z pewnością okaże się, że większość z tego co wymyślimy będzie kontynuacją – lepszym robieniem czegoś, co robimy do tej pory. Czy to w pracy, czy w życiu osobistym.

Jak już wypiszemy odpowiednio dużo celów, musimy wybrać te najlepsze. Należy pomyśleć chwilę nad każdym z nich. Zastanowić się, które z celów są najbardziej sensowne, które przyniosą największy efekt, a które przyniosą największe… zadowolenie. Przyjmijmy, że zdrowo będzie doprowadzić do sytuacji, kiedy takich celów nie będzie więcej niż siedem. Dlaczego w ten sposób, o tym pewnie jeszcze kiedyś opowiem.

Po posiedzeniu, a jeśli ktoś ma ochotę to jeszcze w trakcie, nasze cele trzeba odpowiednio przetrawić. Korzystamy tutaj ze SMARTA. Jest tak wiele rozszerzeń samego słowa i wersji alternatywnych, że trudno coś konkretnego wybrać… Najważniejsze są trzy kwestie. Cel MUSI być mierzalny, MUSI być dla nas osiągalny (realny), MUSI być określony w czasie. W razie potrzeb tym “czasem” może być cały 2010 rok.

Jak już każdy z celów odpowiednio przetrawimy, czas najwyższy, żeby je zapisać. Polecam długopis i kartkę papieru – tak jak na zdjęciu powyżej. Zamiast pisać “chcę zarabiać X pln” dużo lepiej zapisać to w czasie teraźniejszym, bez “chcenia” – np “zarabiam X pln”. Mała rzecz, a robi dużą różnicę.  Przy zapisywaniu oprócz słów stosujmy obrazki, symbole, strzałki, może nawet kolory. Wszystko to ma nam pomóc w lepszym wyobrażeniu sobie celu, ma pobudzić nasz cały mózg. Oprócz tego rodzaju planu możemy pokusić się o stworzenie czegoś w rodzaju tablicy wizji. Będzie ona jeszcze bardziej kolorowa, z jeszcze większą ilością obrazków. Wszystko po to, żeby nasz plan oddziaływał jeszcze mocniej.

Po wypisaniu/wyrysowaniu celów na najbliższy rok dobrze będzie zająć się każdym z nich z osobna. Mam tu na myśli wizualizację. W związku z tym, że zasługuje ona na szersze omówienie, nie będę w tej chwili opowiadał co, jak i dlaczego. W razie potrzeb wujek Google odpowie na każde wasze pytanie.

…to dopiero początek.

A no właśnie. Doszliśmy do  sprawy kluczowej. Większość ludzi o tej prostej prawdzie zapomina i dlatego mają efekty jakie mają. Ich plany noworoczne to zbiór postanowień typu “nie będę palił papierosów”. Nie muszę chyba opowiadać, jak wiele z takich postanowień upada już po tygodniu ? Dlaczego tak się dzieje ?

Raz – osoba nie przyłożyła się za bardzo do samego planowania. Dwa – “wykorzystała” nowy rok po to, aby w życiu wprowadzić zmiany, zrobić mały przełom. Takie postępowanie sprawdza się mimo wszystko rzadko. Od robienia rewolucji dużo łatwiej dojść do czegoś małymi kroczkami, wiem coś o tym. Trzy – zapomniała, że plany są po to, aby je realizować. Sam plan, bez odpowiedniego, wytrwałego działania – jest niczym.

W tym jak i poprzednim tekście chciałem przekazać metody jakimi się posługiwałem, a przez to same wpisy były trochę bardziej teoretyczne. Chociaż chciałbym podzielić się swoimi planami, to wyznaję zasadę, że jak już mówić to o efektach, a nie o planach i zamierzeniach. Jednym, milionowym celem już się z dość szeroką publiką podzieliłem. Póki co, tyle wystarczy :)

Zanim przejdziemy do zaplanowania nowego roku, najpierw wypadałoby podsumować ten który właśnie minął. Taką przynajmniej wyznaję zasadę. Dziś podzielę się z wami tym, jak takie sumowanie wyglądało w moim przypadku.

Ale właściwie dlaczego ?

Po pierwsze – po to, żeby wyciągnąć lekcje. Rok to całkiem dużo czasu. Przez te 365 dni jestem pewny, że w życiu każdego z nas działo się niemało. O ile czasem może być trudno wyciągnąć jakieś nauki z mijającego dnia, o tyle cały rok powinien nam dostarczyć sporej porcji nowej wiedzy, nowych myśli. W efekcie (o ile myśli zamienimy w  czyn) rozwiniemy się, zdobędziemy nowe umiejętności. Nawet jeśli wydawało się, że rok “już stracony”, bo swoich zamierzeń nie spełniłeś, to wyciągniesz z niego nauki, dzięki którym lepiej będziesz działał w przyszłości. O wyciąganiu nauk pisałem już wcześniej.

Po drugie – dzięki takiej retrospekcji, spojrzeniu wstecz łatwiej i trafniej zaplanujesz rok przyszły. Będziesz wiedział, co poszło dobrze, a co nie bardzo. Na co zwrócić większą uwagę, a z czym nie przesadzać. Zdobędziesz odpowiednią perspektywę. Można powiedzieć, że dzięki temu lepiej poznasz sam siebie.

Po trzecie wreszcie dobrze jest powrócić myślami, bo jest to po prostu przyjemne. Czasem mówi się, że z przeszłości pamiętamy to co dobre. Jeśli tak jest, to łatwo znajdziesz pozytywy w mijającym roku. Na pewno jest wiele sytuacji na których wspomnienie uśmiech zagości na Twojej twarzy :)

Teraz kilka słów o przygotowaniu do “sumowania”.

Kluczową sprawą jest zebranie wszelkich pomocnych materiałów w jedno miejsce. Jeśli prowadzisz pamiętnik – miej go przy sobie. Jeśli prowadzisz bloga – wykorzystaj to co pisałeś na nim w ciągu roku. Jeśli (tak jak ja) masz zeszyty, gdzie zapisujesz swoje myśli, plany, projekty i pomysły – okażą się bardzo pomocne . Oprócz materiałów mogą to być inne przedmioty – np. pamiątki z podróży. Wszystko to, co w jakiś sposób pomoże Ci przypomnieć sobie 2009 rok, będzie odpowiednie.

Kolejna pomocna metoda to spojrzenie wstecz. Najpierw usiądź wygodnie, w ciszy. To ważne, żebyś był zrelaksowany. Cofaj się myślami do przeszłości. Krok po kroku. Może nie dzień po dniu, ale cofaj się, zauważając te najważniejsze fakty i wydarzenia. Zacznij od niedawnego sylwestra, a skończ na 1 stycznia 2009. Nie rób tego na siłę, ale się baw. Ta metoda sprawia mi największą przyjemność i stosuję ją nie co roku, ale każdego dnia. Oczywiście cofając się maksymalnie 24 godziny.

Coś co pomoże Ci przygotować się odpowiednio to… rozmowa. Jeśli masz taką ochotę, a co ważniejsze – masz odpowiednią osobę, z którą możesz o mijającym roku porozmawiać – zrób to. Jest wskazane, żeby ta osoba Cię dobrze znała. Oczywiście musicie mieć też do siebie zaufanie i bez skrępowania mówić to co myślicie. Niestety w tym roku takiej rozmowy nie przeprowadziłem, więc nie wiem do końca czego się spodziewać. W teorii wygląda całkiem sensownie :)

Jeśli chodzi o sam proces “sumowania” to stosuję dwie, proste metody.

Pierwsza to zwykła ocena. Dzielimy kartkę na dwie kolumny. Z lewej piszemy “TAK”, a z prawej “NIE”. Po lewej ma się znaleźć to, z czego jesteśmy zadowoleni. Nasze zwycięstwa, powody do dumy. Po prawej inaczej – tam umieścimy nasze porażki, niespełnione zamiary i obszary, w których chcemy się poprawić.

Co to będzie dokładnie, zależy już od każdego z osobna. Jedni będą analizować swoją pracę, to jak dobrze skończyły się projekty, jak wzrosły (lub zmalały) umiejętności, może jak zmieniła się pensja ? Inni większą uwagę przywiążą do relacji z ludźmi, stosunków z rodziną i przyjaciółmi. Można też popatrzeć na swój rozwój ogółem, na umiejętności przywódcze czy interpersonalne. Dobrze jest też ocenić mijający rok, patrząc na postanowienia z jego początku, o ile takie miały miejsce. Nie powinno być problemu, bo w ocenianiu jako ludzie jesteśmy mistrzami. Ważne jest tylko to, żeby ocena była szczera. Prawda, choćby i dla nas bolesna zawsze jest lepsza od kłamstwa.

Druga metoda, Wiem-Potrafię-Mam-Jestem, przedstawiona jest na obrazku poniżej:


Prawda, że to nic trudnego ? Wystarczy wypisać:

- Co nowego wiem, czego się nauczyłem ?

- Co potrafię nowego, jakie zdobyłem nowe umiejętności ?

- Co mam nowego, czego nie miałem rok wcześniej ? Jakie nowe przedmioty zdobyłem ? Jakie nawiązałem nowe relacje?

- Kim nowym jestem ? Jaki jestem teraz w porównaniu z rokiem poprzednim ? Jak się zmieniłem ?

Już niedługo kolejny odcinek z serii. Tym razem o planowaniu.

Grudzień jak to grudzień. Pierwsza część miesiąca dosyć pracowita, z zajętymi terminami i lekkim napięciem. Przede wszystkim z widocznymi rezultatami. Inna była druga cześć –  świąteczno – rodzinna. Powróciłem na ten czas do domu i dopiero po tym powrocie poczułem, jak bardzo przez te trzy miesiące zmienilem tryb życia. Zaraziłem się szybkim funkcjonowaniem, z terminami, z sensownym działaniem. Tymczasem trudno za sensowne uznać siedzenie przed stołem świątecznym i “nic-nierobienie”. Na okres wizyty w domu postawiłem sobie cel. Miałem zamiar odpocząć. No cóż…  teraz przynajmniej wiem, że aby odpoczywać trzeba mieć od czego odpoczywać. Innymi słowy – najpierw trzeba się solidnie zmęczyć :) Póki co nie potrafię odpocząć na zapas i po dwóch dniach takiego odpoczynku miałem już dość, zwyczajnie się nudziłem. Za rok rozegram to inaczej, bo odpoczynek przed TV to żaden odpoczynek, a raczej mordęga.

W ciągu miesiąca dostałem kilka wiadomości związanych z blogiem albo samą drogą do miliona. Bardzo to pozytywne i motywujące, dziękuje za wsparcie. Ze swojej strony mogę obiecać tylko tyle, że będę robił wszystko to co w mojej mocy, żeby ten upragniony milion zdobyć. W tym momencie jestem w 1/3 drogi. Wydaje się więc, że powinienem mieć jakieś 300 tys. na koncie. Przykro mi, jeśli kogoś zawiodę, ale takich pieniędzy póki co nie posiadam. Żeby je mieć, muszę stworzyć i dać coś, co będzie tyle warte. Ja sam, moja wiedza, umiejętności i działania muszą być tyle warte, a to wymaga sporo czasu i ostrej pracy. W tym momencie mam trzy aktywności, na których skupię się najbardziej.

Z  tym wszystkim wiążą się cele na cały następny rok. Muszę przyznać, że zarówno podsumowanie poprzedniego jak i plan na przyszły rok wyszły mi całkiem sensownie. Będzie się działo, to wiem już teraz :) Nie podzielę się z wami tym co to za cele i postanowienia, ale za to podzielę się metodą. Myślę, że będzie to dużo cenniejsze i dużo pożyteczniejsze. Mogłem zrobić to jeszcze przed końcem roku, ale postanowiłem najpierw spróbować pewnych rozwiązań na sobie, a potem dopiero ruszyć z tym do was. Nie ma przecież ogromnej różnicy, czy nowy rok zaplanujecie 1-go, czy 10-go stycznia. Ostatecznie czas na planowanie zawsze jest dobry. Rzecz w tym, żeby ten plan wytrwale realizować.

I na koniec tego też życzę i wam i sobie, w 2010 roku. Żebyście nie bali się robić tego co chcecie zrobić, żeby nie kierował wami ograniczający strach, ale możliwości i wizja sukcesu. Czymkolwiek ten sukces jest :)

Przekonywanie nie jest sprawą prostą.  Tym bardziej, jeśli tak jak ja wychodzisz  z założenia, że nie wiesz co jest dla kogoś dobre. Ja uważam, że nie mam prawa tego nikomu mówić i pozwalam każdemu dokonać swoich własnych wyborów.

Mimo to na co dzień chcąc nie chcąc i tak wciąż przekonuję do swoich racji. Przekonuję do swojego sposobu myślenia. Nawet gdy tylko opowiadam o tym jak i co myślę, w jakimś sensie wtedy też staram się oddziaływać na odbiorcę tak, żeby mój punkt widzenia przedstawić jak najlepiej i jak najwyraźniej. Przekonuję nie tylko do myślenia w  określony sposób, ale też do działania dokładnie takiego jakiego ja oczekuję.

Umiejętność skutecznego przekonywania jest ważna dla każdego z nas. Dla osób, które chcą trudnić się przewodzeniem, kierowaniem czy zarządzaniem, jest to umiejętność kluczowa i konieczna do opanowania. Właśnie w ten sposób – przekonując – oddziałujemy na innych. Robiąc to dobrze możemy wykorzystać siły, energię i zdolności ludzi po to, aby razem z nami osiągali wspólne cele.

Pozostaje tylko pytanie – jak to zrobić ?

1. Rzuć wyzwanie

Są dwie drogi, żeby to zrobić. Jedna to chwalenie, a druga, przeciwna do niej to negacja. W nich obu oddziałujemy na ambicję drugiej osoby, oraz na jej poczucie ważności. Powiedzmy, że naszym zadaniem będzie przekonanie pracownika do lepszej, efektywniejszej pracy. W pierwszym przypadku możemy na przykład powiedzieć:  ” Naprawdę wyśmienicie poradziłeś sobie z tym zadaniem. Zauważyłem, że w pracę wkładasz dużo energii i zawsze wykonujesz ją na najwyższym poziomie. Brawo!”. Nie jest nawet ważne to, czy osoba rzeczywiście robi to o czym mówimy. Oczywiście trzeba  być szczerym i trzeba też zachować umiar, jednak najważniejsze jest to, żeby taką osobę pozytywnie pobudzić.  Ona uwierzy, że taka jest naprawdę. Zrobi wszystko, żeby tego swojego dobrego wizerunku nie zepsuć i mocno popracuje nad poprawą swojej efektywności. Drogę drugą, poprzez negację, przedstawić można w tych słowach: ” Tak jak przypuszczałem,  nie jesteś w stanie wykonać tego zadania na najwyższym poziomie. Wątpię, żebyś był w stanie sam pociągnąć sprawę dalej. Ostatnio myślę, że po prostu się do tej roboty nie nadajesz.” Celem tutaj jest to, aby rozmówca poczuł się dotknięty i co ważne – postanowił udowodnić krytykującemu, że się myli, że stać go na więcej. Mnie osobiście ta druga wypowiedź słabo by zmotywowała, ale są tacy, którzy potrzebują mocnego i to negatywnego kopa. Ważne jest, żeby wyczuć który sposób lepiej przekona i zmotywuje konkretna osobę.

2. Odwołaj się do szlachetności.

Aby przekonać do czegoś, warto przywołać do pomocy coś co jest ważne dla rozmówcy. Możliwe, że nic nie pomoże nam tak bardzo jak odwołanie się do  ideałów, zasad i wartości, jakimi kieruje się nasz rozmówca. Innymi słowy – odwołać się trzeba do szlachetności. Jeśli jest taka możliwość – nie wahaj się i opowiedz jak Twoja propozycja będzie współgrała z wartościami rozmówcy. Powiedz, jak może postępować zgodnie ze swoimi zasadami i przekonaniami, robiąc to, czego Ty chcesz. Przekonując odwołaj się do czegoś ważniejszego i istotniejszego niż sama czynność. Oczywiście, aby tego dokonać trzeba najpierw poznać rozmówcę. To jest najistotniejszy punkt. Potem samo tego wykorzystanie jest tylko kwestią odpowiedniej komunikacji i trafnego dobrania argumentów.

3. Daj myśleć, że to decyzja rozmówcy.

W jaki sposób przekonać kogoś, żeby coś zrobił, a przy tym nie miał pojęcia o tym, że został przekonany ?  Z wszystkiego o czym napiszę w temacie przekonywania  to może sprawić największą trudność. Najłatwiejszą z czynności, która w tym pomoże jest oddanie głosu rozmówcy. On musi czuć, że jest ważny. Musi aktywnie uczestniczyć w procesie podejmowania decyzji. Warto się takiej osoby zapytać “A co Ty o tym myślisz? Jakie jest Twoje zdanie ?”. Chociaż może nam wcale nie zależeć na opinii tej osoby i w rzeczywistości nie będzie miała ona wielkiego znaczenia, to samo pytanie spowoduje, że osoba ta poczuje się bardziej odpowiedzialna. Będzie bardziej przywiązana do decyzji, bo w końcu uczestniczyła w procesie jej podejmowania. Innym (jakże przewrotnym:)) sposobem jest… faktycznie oddać decyzję w ręce rozmówcy. Nie wmawiać mu, że ma wpływ, ale dać mu go rzeczywiście. Nie zatrzymywać dobrego pomysłu dla siebie, ale przekazać go innym tak, żeby sami przyjęli go za swój. Kiedy tak będzie, zaangażują się do pracy jak nigdy wcześniej.

—-

Dziś tylko trzy punkty. Następne cztery i dalsza część artykułu już wkrótce.

 

Luty 2010
P W Ś C P S N
« sty    
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
Milion - 1 września 2010 Kontakt: milionw12miesiecy(at)gmail.com

Kontakt

milionw12miesiecy(at)gmail.com