Grudzień jak to grudzień. Pierwsza część miesiąca dosyć pracowita, z zajętymi terminami i lekkim napięciem. Przede wszystkim z widocznymi rezultatami. Inna była druga cześć –  świąteczno – rodzinna. Powróciłem na ten czas do domu i dopiero po tym powrocie poczułem, jak bardzo przez te trzy miesiące zmienilem tryb życia. Zaraziłem się szybkim funkcjonowaniem, z terminami, z sensownym działaniem. Tymczasem trudno za sensowne uznać siedzenie przed stołem świątecznym i “nic-nierobienie”. Na okres wizyty w domu postawiłem sobie cel. Miałem zamiar odpocząć. No cóż…  teraz przynajmniej wiem, że aby odpoczywać trzeba mieć od czego odpoczywać. Innymi słowy – najpierw trzeba się solidnie zmęczyć :) Póki co nie potrafię odpocząć na zapas i po dwóch dniach takiego odpoczynku miałem już dość, zwyczajnie się nudziłem. Za rok rozegram to inaczej, bo odpoczynek przed TV to żaden odpoczynek, a raczej mordęga.

W ciągu miesiąca dostałem kilka wiadomości związanych z blogiem albo samą drogą do miliona. Bardzo to pozytywne i motywujące, dziękuje za wsparcie. Ze swojej strony mogę obiecać tylko tyle, że będę robił wszystko to co w mojej mocy, żeby ten upragniony milion zdobyć. W tym momencie jestem w 1/3 drogi. Wydaje się więc, że powinienem mieć jakieś 300 tys. na koncie. Przykro mi, jeśli kogoś zawiodę, ale takich pieniędzy póki co nie posiadam. Żeby je mieć, muszę stworzyć i dać coś, co będzie tyle warte. Ja sam, moja wiedza, umiejętności i działania muszą być tyle warte, a to wymaga sporo czasu i ostrej pracy. W tym momencie mam trzy aktywności, na których skupię się najbardziej.

Z  tym wszystkim wiążą się cele na cały następny rok. Muszę przyznać, że zarówno podsumowanie poprzedniego jak i plan na przyszły rok wyszły mi całkiem sensownie. Będzie się działo, to wiem już teraz :) Nie podzielę się z wami tym co to za cele i postanowienia, ale za to podzielę się metodą. Myślę, że będzie to dużo cenniejsze i dużo pożyteczniejsze. Mogłem zrobić to jeszcze przed końcem roku, ale postanowiłem najpierw spróbować pewnych rozwiązań na sobie, a potem dopiero ruszyć z tym do was. Nie ma przecież ogromnej różnicy, czy nowy rok zaplanujecie 1-go, czy 10-go stycznia. Ostatecznie czas na planowanie zawsze jest dobry. Rzecz w tym, żeby ten plan wytrwale realizować.

I na koniec tego też życzę i wam i sobie, w 2010 roku. Żebyście nie bali się robić tego co chcecie zrobić, żeby nie kierował wami ograniczający strach, ale możliwości i wizja sukcesu. Czymkolwiek ten sukces jest :)