Zgodnie z zapowiedzią dziś zajmiemy się tym w jaki sposób zaplanować nowy rok. Podkreślam - zaplanować. Same “noworoczne postanowienia” chyba nam nie wystarczą ?

Planowanie…

Najpierw zdecyduj czego chcesz. Jest to kluczowa część jeśli chodzi o planowanie. Można powiedzieć, że reszta to tylko dodatki a samo planowanie to właśnie wybór tego co chcemy robić, co chcemy osiągnąć.  Ja byłem w tej komfortowej sytuacji, że planuję dużo i często, tak więc ustalenie celów na przyszły rok przyszło mi z łatwością. W jakimś sensie miałem je w głowie już wcześniej, pozostało tylko je przelać na papier. Ktoś kto “żyje z dnia na dzień” (czytaj – nie zastanawia się nad tym co robi i dlaczego to robi) może mieć problemy z wypisaniem swoich celów, ale i na to znajdzie się recepta.

Koniecznie trzeba zorganizować sobie “małe posiedzenie”. Żeby nie skończyło się tylko na siedzeniu, trzeba się czymś zająć. Naszym celem na początku będzie wypisanie jak największej ilości celów, planów, zamierzeń.

Żeby trochę wspomóc myślenie warto zadawać sobie pytania. Im więcej i im bardziej pobudzające tym lepiej. W naszym przypadku możemy pytać się np ” jak chcę spędzić 2010 rok ? “, ” czego chcę się nauczyć ? ” , ” gdzie chcę wyjechać ? ” , ” kogo nowego chcę poznać ? “. Pytań które możemy sobie zadać jest tak wiele, że nie powinno być z nimi problemu.

Przy wypisywaniu można albo skupić się na czymś nowym, albo na kontynuacji tego co robimy teraz. Z pewnością okaże się, że większość z tego co wymyślimy będzie kontynuacją – lepszym robieniem czegoś, co robimy do tej pory. Czy to w pracy, czy w życiu osobistym.

Jak już wypiszemy odpowiednio dużo celów, musimy wybrać te najlepsze. Należy pomyśleć chwilę nad każdym z nich. Zastanowić się, które z celów są najbardziej sensowne, które przyniosą największy efekt, a które przyniosą największe… zadowolenie. Przyjmijmy, że zdrowo będzie doprowadzić do sytuacji, kiedy takich celów nie będzie więcej niż siedem. Dlaczego w ten sposób, o tym pewnie jeszcze kiedyś opowiem.

Po posiedzeniu, a jeśli ktoś ma ochotę to jeszcze w trakcie, nasze cele trzeba odpowiednio przetrawić. Korzystamy tutaj ze SMARTA. Jest tak wiele rozszerzeń samego słowa i wersji alternatywnych, że trudno coś konkretnego wybrać… Najważniejsze są trzy kwestie. Cel MUSI być mierzalny, MUSI być dla nas osiągalny (realny), MUSI być określony w czasie. W razie potrzeb tym “czasem” może być cały 2010 rok.

Jak już każdy z celów odpowiednio przetrawimy, czas najwyższy, żeby je zapisać. Polecam długopis i kartkę papieru – tak jak na zdjęciu powyżej. Zamiast pisać “chcę zarabiać X pln” dużo lepiej zapisać to w czasie teraźniejszym, bez “chcenia” – np “zarabiam X pln”. Mała rzecz, a robi dużą różnicę.  Przy zapisywaniu oprócz słów stosujmy obrazki, symbole, strzałki, może nawet kolory. Wszystko to ma nam pomóc w lepszym wyobrażeniu sobie celu, ma pobudzić nasz cały mózg. Oprócz tego rodzaju planu możemy pokusić się o stworzenie czegoś w rodzaju tablicy wizji. Będzie ona jeszcze bardziej kolorowa, z jeszcze większą ilością obrazków. Wszystko po to, żeby nasz plan oddziaływał jeszcze mocniej.

Po wypisaniu/wyrysowaniu celów na najbliższy rok dobrze będzie zająć się każdym z nich z osobna. Mam tu na myśli wizualizację. W związku z tym, że zasługuje ona na szersze omówienie, nie będę w tej chwili opowiadał co, jak i dlaczego. W razie potrzeb wujek Google odpowie na każde wasze pytanie.

…to dopiero początek.

A no właśnie. Doszliśmy do  sprawy kluczowej. Większość ludzi o tej prostej prawdzie zapomina i dlatego mają efekty jakie mają. Ich plany noworoczne to zbiór postanowień typu “nie będę palił papierosów”. Nie muszę chyba opowiadać, jak wiele z takich postanowień upada już po tygodniu ? Dlaczego tak się dzieje ?

Raz – osoba nie przyłożyła się za bardzo do samego planowania. Dwa – “wykorzystała” nowy rok po to, aby w życiu wprowadzić zmiany, zrobić mały przełom. Takie postępowanie sprawdza się mimo wszystko rzadko. Od robienia rewolucji dużo łatwiej dojść do czegoś małymi kroczkami, wiem coś o tym. Trzy – zapomniała, że plany są po to, aby je realizować. Sam plan, bez odpowiedniego, wytrwałego działania – jest niczym.

W tym jak i poprzednim tekście chciałem przekazać metody jakimi się posługiwałem, a przez to same wpisy były trochę bardziej teoretyczne. Chociaż chciałbym podzielić się swoimi planami, to wyznaję zasadę, że jak już mówić to o efektach, a nie o planach i zamierzeniach. Jednym, milionowym celem już się z dość szeroką publiką podzieliłem. Póki co, tyle wystarczy :)