Moje studiowanie odbyło się można powiedzieć w tempie błyskawicznym. Mniej – więcej w takim:

Dopiero co zacząłem, a już postanowiłem przygodę uniwersytecką zakończyć. Niektórych tą decyzją zszokowałem, innych zatrwożyłem, a wszyscy wydawali się co najmniej zdziwieni. Wynika to z tego, że decyzję konsultowałem z niewieloma osobami. Żeby uściślić – konsultowałem ze sobą, innym najwyżej komunikowałem.

Czemu taka decyzja ?

Jest wiele powodów. Nie ma sensu, żebym je wymieniał po kolei. Najprościej byłoby powiedzieć “bo tak chciałem”. Ostatecznie właśnie na tym to polegało – tak chciałem zrobić i tak zrobiłem. To, że jeszcze we wrześniu chciałem czego innego – mianowicie studiowania 3 albo 5-letniego to już inna sprawa. Niektórzy twierdzą, że jeszcze wrócę na uczelnię, że jeszcze mi się odmieni. Sądzą tak, a może tylko mają taką nadzieję ?

Ale dobrze, jakieś powody przyda się wymienić, w końcu jest to decyzja dość ważna. A więc:

  • To, co powtarzałem wielu osobom, gdy pytały się “Ale dlaczego ?”. Studia – powiem wprost – nie spełniły moich oczekiwań. Być może za dużo oczekiwałem… Głównie chodzi o to, że strasznie było dużo teorii. Definicje, schematy, ujęcia takie lub inne. Może nie jest to złe, bo podstawy teoretyczne to rzecz ważna, ale jako student zarządzania oczekiwałem czegoś bardziej praktycznego, chciałem nauczyć się biznesu.
  • Następna rzecz – uczyłem się nie tego, czego chciałem się uczyć. W szkole podstawowej czy gimnazjum mogę zrozumieć, nie każdy ( a może nikt?) wie czego chce od życia tak więc uczymy się wszystkiego. W tak młodym wieku szerokie podstawy można uznać za zrozumiałe. W liceum był już jakiś wybór, ale tylko na papierze. Trudno było doszukiwać się szczególnych różnic między klasami. Na studiach… no cóż. Trochę się zawiodłem. Przedmioty, których miałem się uczyć nie do końca mi odpowidały. Zachowuję się w tym momencie jak francuski piesek, ale co ja poradzę – takie właśnie mam odczucia.
  • Teraz gdy patrzę na to z małej perspektywy, to widzę, że bardzo nie podobało mi się to, że znów mam grafik. Znów muszę robić nie to co chcę robić, ale to co trzeba robić. I znów szczekam jak francuski piesek :) Każdy z nas pewnie po części robi rzeczy, których nie chce robić. Ja jednak powiedziałem “koniec”. Musiałem to zrobić teraz  - zbliżała się sesja, a jeśli chciałem wziąć się na serio za studiowanie, to nic innego sensownego nie mógłbym w tym czasie robić. Nic poza nauką oczywiście. A może się mylę ?

Zanim przejdę do “koronnego” argumentu powiem też dlaczego warto studiować. Może nie wymienię wszystkich “za”, bo trudno to zawrzeć w kilku zdaniach, ale pokażę trzy sprawy, które dały mi dość mocno do myślenia :

  1. Studia to ludzie. Wiele osób mówi, że właśnie studia są tym czasem, kiedy nawiązujemy najwięcej znajomości, poznajemy nowe  osoby – podobne do nas lub całkiem inne. Czasem słyszy się nawet, że studia to najlepszy czas, a więc czy sensowne jest z tego czasu dobrowolnie rezygnować ?
  2. Początki są nudne, ale potem jest już ciekawiej. Chodzi o to, że te przedmioty, zajęcia, wykłady, które ma każdy na początku są dość ogólne. Można powiedzieć: “jak wykład jest dla każdego, to naprawdę jest dla nikogo”. W założeniu im dalej się zagłębiamy, tym dokładniej określamy swój osobisty program edukacji. Przez to jest ona atrakcyjniejsza
  3. Same studia to nauka życia. Nie tyle wykłady, co samo studiowanie. Nauka negocjacji u pań w dziekanacie, działanie pod presją terminów, poprawa komunikowania się – z powodu rozmów z innymi studentami czy też wygłaszania prezentacji. Te i wiele innych nowych umiejętności/kompetencji nabędziemy przez sam fakt bycia studentem.

Na pewno znajdzie się i więcej plusów studiowania. Choćby taki, że dzięki ich ukończeniu dużo łatwiej o pracę ? A może to, że studiując zdobywamy jakąś wiedzę ? Tak myślę, że ten argument powinien być na samym początku listy, nie na jej końcu :)

Skoro jest tak różowo, to dlaczego zdecydowałem się zrezygnować ?

Z bardzo prostej przyczyny. Jestem przekonany i wierzę w to, że to co oferują mi studia mogę osiągnąć innymi środkami. Co najważniejsze – mogę to zrobić lepiej, szybciej i z większą przyjemnością. Tak to widzę dziś.

Wiem doskonale, że widzę inaczej niż duża część społeczeństwa. I bardzo dobrze. To, że ja tak myślę w sprawie studiów nie znaczy, że myślę dobrze. Nie znaczy to też, że myślę źle. Znaczy to tylko tyle, że zrobiłem to co chciałem zrobić, a czy była to dobra decyzja – czas pokaże. Każdy sam musi sobie rozpisać swoje “za” i “przeciw”.

Idiotyzmem byłoby, gdybym powiedział “studia są złe, rezygnujcie ze studiów”. Po pierwsze – nie wiem co jest dla was dobre, a co złe. Po drugie – i tak byście się nie posłuchali :)